| Dane trasy | |||
|---|---|---|---|
| Kategoria | Rower turystyczny | ||
| Kraj | Polska | ||
| Region | Bieszczady Zachodnie | ||
| Start | 17.07.2010 08:43 | ||
| Koniec | 20.07.2010 11:40 | ||
| Czas trwania | 3 dni 2h | ||
| Długość | 184.3 km | ||
| Wyświetleń | 378 | ||
| Słowa kluczowe | |||
| Bieszczady, rower turystyczny, góry | |||
| Autor | |||
| Uczestnicy | |||
| |||
| Miejscowości | |||
0 km Sanok6 km Zagórz15 km Lesko32 km Solina62 km Cisna116 km Lutowiska125 km Czarna139 km Ustrzyki Dolne153 km Olszanica163 km Lesko169 km Zagórz175 km Sanok | |||
| Pobierz | |||
Minęło trochę czasu zanim dodałem trasę skutkiem czego sporo już zapomniałem :( W skrócie wyglądało to tak:
0. Before party
Podróż pociągiem - wyjazd z Częstochowy, przesiadka w Krakowie, Jaśle, finał w Sanoku. Niestety w pierwszym pociągu spotkaliśmy kolegę, który akurat miał Jack Dannielsa. Korzystając z bidonu (nie mieliśmy szklanek z lodem) obróciliśmy go raz-dwa. Skutkiem czego, przez resztę...
Minęło trochę czasu zanim dodałem trasę skutkiem czego sporo już zapomniałem :( W skrócie wyglądało to tak:
0. Before party
Podróż pociągiem - wyjazd z Częstochowy, przesiadka w Krakowie, Jaśle, finał w Sanoku. Niestety w pierwszym pociągu spotkaliśmy kolegę, który akurat miał Jack Dannielsa. Korzystając z bidonu (nie mieliśmy szklanek z lodem) obróciliśmy go raz-dwa. Skutkiem czego, przez resztę podróży musieliśmy przenosić i Bufona i jego rower z pociągu do pociągu. Gdy Bufon trochę oprzytomniał, zabawiał nas swoją jakże ciekawą rozmową, używając magicznego słowa na a... 10 razy na minutę.
W Jaśle się okazało, że pociągi nie działają i będzie bus... A rowerów nam nie wezmą. Nie daliśmy się tak łatwo i wbiliśmy się z rowerami do autokaru. Podczas podróży Bufon wielce radosny, uznał za zabawne trąbić trąbką rowerową, kiedy wszyscy sobie spali :)
1. Zielone wzgórza nad Soliną
O poranku Bufon zaczął się zastanawiać dlaczego ma rozbitą głowę. Potem zaczął śpiewać "Zielone wzgórza nad Soliną". Takim o to sposobem ten utwór stał się hymnem naszej wyprawy. Potem przez pół dnia próbowałem ściągnąć ten utwór na telefon :) Gdy w końcu się udało uznaliśmy, że wykonanie Bufona było ciekawsze. Ale już nie chciał śpiewać i ciągle się zastanawiał nad tym guzem na głowie.
Był straszny upał. Jechaliśmy bez koszulek (no poza Kamilką :). Gdy tylko był jakiś strumyk wbijaliśmy się do niego na przerwę. Nie mogliśmy się też oprzeć zimnemu browarkowi pod parasolkami. Skutkiem czego nie zajechaliśmy tego dnia zbyt daleko. Postanowiliśmy przenocować nad Soliną. Na dziko :)
Dotarliśmy na miejsce. A tam pełno luda! Nad jeziorem okazało się, że droga się zapadła i nie można iść dalej. Zaczęliśmy kombinować gdzie by się tu rozbić. Jacyś goście z łódki widząc nasze tajniackie kombinowanie, powiedzieli nam, żebyśmy nie próbowali się rozbijać, bo są kontrole i na pewno nas złapią. Michał wymyślił, żeby przenocować u kogoś. Ja na to, że chyba go porąbało...
Panowie z łódki widząc, że nie za bardzo wiemy co zrobić zaproponowali nam nocleg u nich. Dodatkowo dali nam deski na ognisko... Szczęka mi opadła... Zawsze jak jedziemy z Michałem, to obcy ludzie sami do nas wyciągają rękę i nam pomagają bezinteresownie... Chyba naprawdę Bóg nad nim czuwa :)
Rozpaliliśmy ognisko, kupiliśmy kiełbaski, browar i siedzieliśmy do późnej nocy. Była pełnia księżyca, wychodziliśmy sobie posiedzieć w łódce pod rozgwieżdżonym niebem, słuchając szumu wody i... pijąć browar :)
2. Ktoś musi mieć pod górkę, by z górki mieć mógł ktoś
Pomarańczowe lato i powiedz co ty na to! Tak wyglądały poranki. Bufon wstawał wcześnie rano i załączał głośne disco polo. Wszyscy budzili się wyjątkowo szybko! Potem szybkie śniadanko, parę skoków na główkę z pomostu i w drogę!
Tego dnia słońce nie prażyło już tak mocno, nawet momentami kropiło. Okrążyliśmy Solinę, ale nie było już fajnego miejsca na kąpiel. Postanowiliśmy się wykąpać w Sanie. Na niebie zrobiło się pochmurno. Pomysł z Sanem okazał się niewypałem. Brudno, żadnego zejścia do wody, tylko mnóstwo błota, jakieś liście na dnie i... gównoloty!
Szybko się zmyliśmy i pojechaliśmy dalej, pod górę. A potem było pod górę i górę. I tak aż do wieczora. Jechaliśmy do oporu. Zrobiło się ciemno. Szukaliśmy noclegu, tym razem na dziko - a co! Szukamy, szukamy, jedziemy w górę, szukamy i nic... Zaczęło się robić chłodno. W końcu zobaczyliśmy drogowskaz na schronisko... to tylko trochę w górę... wtoczyliśmy rowery, bo nikt już nie miał siły pedałować pod kamienistą górkę. Każdy tylko marzył, żeby się wykąpać (no prawie każdy) i walnąć się spać.
Przed snem postanowiliśmy skoczyć na kolację. Przy okazji kupiliśmy browarka. Okazało się, że jest tam gitara. Namówiliśmy Michała, żeby coś zagrał. No i grał. W sumie kilka godzin. Potem jeszcze graliśmy w karty. Niesamowite, ile człowiek ma energii w wakacje :)
3. Kurort widmo
Trzeciego dnia pogoda się zmieniła całkowicie. Mżawka, mgła, chłodno. Pozytywnym aspektem poranka było to, że do samych Ustrzyk Górnych było z górki - całe 7km. Zasłużona nagroda! Potem cały czas drogą asfaltową do Ustrzyk Dolnych. Tam przerwa na obiad i zapasy z Biedronki. Potem dalsza droga w stronę Sanoka. Nie wiedzieliśmy gdzie dotrzemy tego dnia, ale musieliśmy trochę nadgonić, żeby zdążyć na jutrzejszy pociąg. Zresztą się rospadało już konretnie i nie uśmiechało nam się rozbijać namiotów na dziko w taką pogodę.
No i znów nam się udało. Trafiliśmy na kurort! 15zł/os. W drewnianej willi. Prawie nie śmierdziało stęchlizną... na stoliku w pokoju było trochę spleśniałego chleba, ale pani szybko go schowała, tak że prawie nie zauważyliśmy. Do tego szybko posprzątaliśmy pajęczyny. Pani była nawet tak miła, że jak się zjawiliśmy (chyba pierwsi goście w sezonie) to zaczęła sprzątać kible. Był to ośrodek z drewnianymi domkami tuż nad Sanem, zapewne niegdyś bardzo ładny. Teraz prawie całkowicie opustoszały. Ale za to pasły się na nim kozy, chyba jako sztuczny tłok.
Wieczorkiem jeszcze mała imprezka...
4. Powrót
Następnego dnia wróciliśmy. I tyle :)









































| wysokość prędkość | Oś X | dystans czas |