| Dane trasy | |||
|---|---|---|---|
| Kategoria | Rower turystyczny | ||
| Kraj | Polska | ||
| Region | Kotlina Kłodzka | ||
| Start | 03.06.2010 10:59 | ||
| Koniec | 05.06.2010 17:31 | ||
| Czas trwania | 2 dni 6h | ||
| Długość | 275.7 km | ||
| Wyświetleń | 574 | ||
| Słowa kluczowe | |||
| rower, góry, Sudety, Częstochowa, Międzygórze, Turawa, Otmuchów | |||
| Autor | |||
| Uczestnicy | |||
| |||
| Miejscowości | |||
4 km Częstochowa30 km Przystajń50 km Olesno81 km Turawa104 km Opole131 km Niemodlin147 km Łambinowice165 km Nysa178 km Otmuchów230 km Kłodzko248 km Bystrzyca Kłodzka | |||
| Pobierz | |||
Wstęp
Pomysł pojechania do Międzygórza rowerem razem z moją Kamilką, zrodził się baaardzo dawno temu. Jednak była to tylko fantastyka. Ale po ostatniej spontanicznej wyprawie do Krakowa, stwierdziłem, że damy radę. Patrząc na mapę oszacowałem, że będą 3 odcinki po 70km. W sam raz na długi weekend czerwcowy... Co do śladu, to jest trochę urywany, ale musieliśmy oszczędzać baterię w GPS'ie.
Przed...
Wstęp
Pomysł pojechania do Międzygórza rowerem razem z moją Kamilką, zrodził się baaardzo dawno temu. Jednak była to tylko fantastyka. Ale po ostatniej spontanicznej wyprawie do Krakowa, stwierdziłem, że damy radę. Patrząc na mapę oszacowałem, że będą 3 odcinki po 70km. W sam raz na długi weekend czerwcowy... Co do śladu, to jest trochę urywany, ale musieliśmy oszczędzać baterię w GPS'ie.
Przed wyjazdem
Maj okazał się być kupą. W ogóle zapomniałem, jak wygląda ładna pogoda. Poza tym miałem deadline z pracą magisterską na początek czerwca. Dlatego praktycznie wyjazd powrócił do gatunku fantastyki...
Dzień przed wyjazdem był pochmurny i deszczowy. Nagle odezwal się do mnie Grony, ze swoim stałym tekstem: "Wyprawa, wyprawa". Okazało się, że oni jadą nie zważając na pogodę. Tyle, że w inną stronę. Wtedy pojawiła się myśl - a może jednak?
Do Turawy
Rano okazało się że jest mżawka. Mimo tego, że mielismy sobie odpuścić jak będzie padać i tak zdecydowaliśmy się jechać. Szybkie pakowanie, drukowanie map.
Wyjechałem z domu jak zwykle z opóźnieniem. Jeszcze się wróciłem po łatki do dętek. A potem się okazało, że jak brałem łatki to zostawiłęm kask. No i przydała by się ładowarka. Na szczęście, tata podrzucił mi wszystko samochodem, więc udało się bez kolejnego powrotu. Podobno, to przynosi pecha. Dodatkowo w powietrzu była "kaszka" i ciemne chmurzyska. Na początku drogi, co chwila leżały jakieś martwe zwierzęta. "To wszystko zły znak", nasuwało się na myśl...
Walić złe znaki! Nie będę się zrażać takimi bzdurami! Dojechaliśmy do Olesna bez przygód. Tam pyszna pizza (polecam pizzerię w klimacie dzikiego zachodu, choć nie pamiętam nazwy) no i browarek. Potem jeszcze kawałek i jesteśmy w Turawie. Jedziemy i jedziemy, kilometry lecą... Spojrzenie na mapę. O szit! Już mamy 70km na liczniku, a tam jeszcze kawał drogi. No nic, pedałujemy dalej.
Przed Turawą zatrzymaliśmy się, aby zrobić zdjęcie jeziora. Jak się okazało w sakwie pękła puszka z napojem i wszystko było mokre i klejące. Na szczęście nie był to browar, więc nie było szkoda. Do celu dojechalismy mając 105 km na liczniku. Zapewniłem Kamilę, że jutro będzie znacznie mniej.
Dotarliśmy na pole namiotowe. Pustka. Poszliśmy do baru na piwo. Tam siedział stróż z pola. Powiedzieliśmy, żeby sobie spokojnie dokończył piwko i przyjdziemy później. Po godzinie z budki stróża dobiegały śpiewy. Zapukaliśmy. Wyszedł chwiejnie, wyjął zeszyt i zaczął próbować pisać... stwierdził, że nie jest w stanie i żebyśmy przyszli rano. Pokazał nam też cennik... 8zł za 10 minut przysznica. Masakra, ale co zrobić. Potem się jeszcze okazało, że nad kiblami był (nieaktualny) cennik: umywalka - 2zł, pisuar - 1zł, kupa - 2zł.
Do Otmuchowa
Z Turawy do Opola pojechaliśmy wiejskimi dróżkami według nawigacji. Potem ciekawą dróżką wzdłuż torów kolejowych, kolejne wioski, trochę ruchliwą trasą do Niemodlina. Mocno wiało i było dużo szybko jadących samochodów. Zastanawiałem, się żeby pojechać do Nysy tą trasą, żeby było szybciej. Stuknęło już 50 km, a do celu daleko. Jednak Kamila zapewniła, że ma dużo energii i lepiej jechać na spokojnie na około. Tak też zrobiliśmy. Do Otmuchowa dojechaliśmy pod wieczór. Zrobiliśmy tego dnia 110km. Jutro na pewno będzie mniej - zapewniłem.
Rozbiliśmy się na polu namiotowym w Sarnowicach (a może już w Ligocie Wielkiej), nad samym jeziorem. Piękna skoszona trawa, ciepła woda w cenie - luksus. Do sklepu po wino i odpoczynek nad jeziorkiem pod niebem pełnym gwiazd.
Do Międzygórza
Wyruszyliśmy wcześnie rano - jak na nas. Droga do Paczkowa prowadziła przez malownicze, wiejskie tereny. Do okoła góry. Po drodze trafiliśmy na szlak. Pomyślałem, że na pewno do Kłodzka, bo gdzieżby indziej? Pojechaliśmy nim. Wjechaliśmy na sporą górkę, a potem w coraz mniejsze uliczki, aż szlak się skończył na środku ulicy. Tym razem zaufałem nawigacji, która poprowadziła nas do samego Kłodzka, przez takie dróżki których nie miałem na mapie.
Jednak zanim tam dotraliśmy zaczęliśmy się zmagać z coraz to większymi górkami. Słoneczko prażyło. W Dzbanowie był znak, że będzie kręta droga. Ostrzegłem Kamilę: "przygotuj się na górkę". Nie myliłem się. Górka była i miała 7km większej lub mniejszej stromizny. Po kilkudziesięciu minutach mieliśmy gorącą nadzieję, że za zakrętem jest z górki. Nie było. Za następnym też nie. Czasem było jeszcze bardziej pod górkę. I ten upał...
W końcu ukazał się szczyt! W nagrodę za nasze trudy kolejne 7km z górki. Prosto do Kłodzka. Tam krótka przerwa i dalej już drogą nr 33 do Wilkanowa, a potem skręt na Międzygórze. Zatrzymaliśmy się w Willi Róż. Bardzo przytulny i elegancki pensjonacik - z ogródkiem, kamiennym grillem, a także z... basenem i sauną! Polecam!
Miejscowość też bardzo urokliwa, wodospad Wilczki, unikatowa zabudowa i inne atrakcje... w tym moja ulubiona skałka, o której nie wszyscy wiedzą :-) I jeszcze mały filmik...






















| wysokość prędkość | Oś X | dystans czas |