| Dane trasy | |||||||
|---|---|---|---|---|---|---|---|
| Kategoria | Rower turystyczny | ||||||
| Kraj | Polska | ||||||
| Region | Jura Krakowsko-Częstochowska | ||||||
| Start | 30.04.2010 08:07 | ||||||
| Koniec | 02.05.2010 21:36 | ||||||
| Czas trwania | 2 dni 13h | ||||||
| Długość | 234.1 km | ||||||
| Wyświetleń | 2897 | ||||||
| Słowa kluczowe | |||||||
| jura, kraków, wyprawa, majówka | |||||||
| Autor | |||||||
| Uczestnicy | |||||||
| |||||||
| Miejscowości | |||||||
0 km Częstochowa59 km Żarki69 km Niegowa99 km Ogrodzieniec119 km Klucze122 km Olkusz149 km Krzeszowice178 km Liszki180 km Kraków | |||||||
| Pobierz | |||||||
Wyprawę tą większość z nas planowała od dłuższego czasu. Ja natomiast zdecydowałem się jechać około tygodnia przed wyjazdem i w ciągu tego tygodnia zdążyłem zakupić właściwie cały sprzęt niezbędny na wyprawę, łącznie z nowym rowerem. Wstępnie miało jechać siedem osób, ale jak to często u nas bywa, ostatecznie wyjechały cztery (no dobra, żeby Kamili i Kiniowi nie było smutno to dodam że oni wyjechali dzień później i dogonili nas w Podzamczu)....
Wyprawę tą większość z nas planowała od dłuższego czasu. Ja natomiast zdecydowałem się jechać około tygodnia przed wyjazdem i w ciągu tego tygodnia zdążyłem zakupić właściwie cały sprzęt niezbędny na wyprawę, łącznie z nowym rowerem. Wstępnie miało jechać siedem osób, ale jak to często u nas bywa, ostatecznie wyjechały cztery (no dobra, żeby Kamili i Kiniowi nie było smutno to dodam że oni wyjechali dzień później i dogonili nas w Podzamczu). W pierwszy dzień wyprawy pokonany przez nas dystans nie zachwycał, ale był to skutek tego, iż towarzysz Bufon uparł się, że będziemy cały czas jechać czerwonym szlakiem rowerowym i nie odpuścił nawet wtedy, gdy za Zrębicami okazało się, że szlak jest zupełnie nieprzejezdny. Później okazało się, że zawalony drzewami odcinek, na którym trzeba było przenosić rowery z sakwą ważącą ok. 25 kg, to jedyne 10 kilometrów, których pokonanie zajęło nam jedyne trzy godziny. Skutkiem tej przeprawy, jak to Zbysiu ładnie ujął „w ciężkim terenie”, było to, że w pierwszym dniu wyprawy udało nam się dojechać jedynie do Mirowa, gdzie pod Zamkiem rozbiliśmy obóz. Warto również zaznaczyć, że był to pierwszy i ostatni słoneczny dzień tej wyprawy. Drugi dzień powitał nas deszczem, więc po sprawdzeniu prognozy pogody na internecie, postanowiliśmy go przeczekać i rzeczywiście prognoza się sprawdziła. Jak później się okazało sprawdziła się po raz ostatni, gdyż prognozy na kolejne dni miały nie wiele wspólnego ze stanem rzeczywistym. W końcu wyruszyliśmy ze sporym opóźnieniem i nie planując zupełnie gdzie dojedziemy, gdyż pogoda była cały czas na tyle nie pewna, że planowanie jakiegokolwiek konkretnego dystansu mijało się z celem. Drugi dzień wyprawy przebiegł bez większych przygód, no może poza nawiązaniem nowej znajomości z zacnymi Panami w miejscowości Moczydło. Udało się nam dojechać do Podzamcza, gdzie jak już wcześniej wspomniałem spotkaliśmy się z Kamilą i Kiniem i tutaj też bezpośrednio pod zamkiem rozbiliśmy drugi obóz na tej wyprawie. Trzeci poranek na szlaku nie zaskoczył nas jakoś szczególnie, tak dla odmiany padał deszcz, ale na szczęście niedługo i nie spowodowało to po raz kolejny większego opóźnienia. W trzecim dniu rano byliśmy nadal ponad 100 km od celu naszej wyprawy, więc uznaliśmy za stosowne pokonać dystans 60-70 km, aby w ostatni dzień dojechać do Krakowa o jakiejś ludzkiej godzinie. Plany te zmieniły się dość diametralnie. Najpierw wpadliśmy na rewelacyjny pomysł, żeby zrobić odcinek specjalny nocą, a potem okazało się, że Grony ma w Krakowie wujka, który może nas przenocować. Wszystkie zaistniałe okoliczności sprawiły, że postanowiliśmy przedłużyć nieco odcinek specjalny i dojechać do Krakowa dzień wcześniej. Jak pomyśleli, tak zrobili. W docelowym miejscu wyprawy, którym okazało się mieszkanie wujka Gronego, byliśmy nieco po godzinie 23 i tu czekała nas miła niespodzianka, a mianowicie okazało się, że mamy całe mieszkanie dla siebie, aż do rana. Chociaż byliśmy bardzo zmęczeni, postanowiliśmy wykorzystać gościnność wujka i świętowaliśmy udane zakończenie wyprawy do 5 rano J Ostatni dzień wyprawy to zwiedzanie Krakowa z jakże niezbędnym rekwizytem, jakim była butelka wody mineralnej, z którą się nie rozstawaliśmy. O godzinie 18:15 wsiedliśmy do pociągu, na który prawie się spóźniliśmy, gdyż nie przewidzieliśmy tego, że chłopaki z tak małej mieściny jak Częstochowa, zgubią się w Krakowie w drodze na dworzec główny J W pociągu czekała nas kolejna niespodzianka. Okazało się, że wracają nim nasi znajomi, którzy również pokonali trasę Częstochowa – Kraków, także czerwonym szlakiem, ale pieszym, a nie rowerowym jak my. W pociągu jak to w pociągu zaczęliśmy się aklimatyzować i tak zakończyła się nasza wyprawa „w ciężkim terenie”.

































































| wysokość prędkość | Oś X | dystans czas |