Trasy GPS
Logowanie | Rejestracja
Dodano: 3 maja 2010 11:45
Dane trasy
KategoriaRower turystyczny
KrajPolska
RegionJura
Start01.05.2010 13:27
Koniec02.05.2010 16:04
Czas trwania1 dni 2h
Długość149.0 km
Wyświetleń870
Słowa kluczowe
Szlak Orlich Gniazd, Jura, rower, skałki, las
Autor
Avatar
Kiniu
Uczestnicy
AvatarAlly
Miejscowości
0 km
Częstochowa
41 km
Żarki
53 km
Włodowice
57 km
Zawiercie
71 km
Ogrodzieniec
88 km
Klucze
92 km
Olkusz
119 km
Skała
132 km
Kraków
Pobierz
Aby pobrać trasę należy się zalogować.

Częstochowa - Kraków - na spontana

Planowaliśmy wybrać się do Krakowa w weekend majowy od dłuższego czasu. Jak zawsze chętnych było sporo osób. Jak zawsze połowa zrezygnowała, a druga połowa stwierdziła, że jedzie wcześniej - kiedy my nie mogliśmy. No i zostałem tylko ja i moja Kamilka. No trudno, mieliśmy jechać i tak.

Wszystko było naszykowane, wyjechałem w sobotę rano. Jednak zanim jeszcze dotarłem do Kamili zacząło mocno padać. Sprawdziliśmy pogodę i miało być tak przez cały...

Planowaliśmy wybrać się do Krakowa w weekend majowy od dłuższego czasu. Jak zawsze chętnych było sporo osób. Jak zawsze połowa zrezygnowała, a druga połowa stwierdziła, że jedzie wcześniej - kiedy my nie mogliśmy. No i zostałem tylko ja i moja Kamilka. No trudno, mieliśmy jechać i tak.

Wszystko było naszykowane, wyjechałem w sobotę rano. Jednak zanim jeszcze dotarłem do Kamili zacząło mocno padać. Sprawdziliśmy pogodę i miało być tak przez cały weekend. Zadzwoniłem do Gronego, którego mieliśmy dogonić i u nich też lało. Bardzo zawiedzieni zrezygnowaliśmy z wyprawy...

Koło 12 przestało padać. Nie mogłem się pogodzić z tym, że nic nie wyszło i zaproponowałem, żeby chociaż się przejechać na rowerze po okolicy, a jak się rozpada to wrócimy. Zostawiliśmy większość bagaży - namiot, śpiwory, karimatę, ubrania... wziąłęm tylko trochę prowiantu i koc. Pojechaliśmy w stronę Olsztyna...

Po drodze trochę kropiło, w lesie na szlaku było trochę kałuż, ale jechało się bardzo przyjemnie. Po deszczu jest bardzo przyjemne, rześkie powietrze - szczególnie w lesie. Gdy dojechaliśmy do Olsztyna, stwierdziliśmy, że nie ma się co zatrzymywać i pojechaliśmy od razu dalej szlakiem. Za Siedlcem skręciliśmy sobie dróżką w lewo - bo wyglądała ciekawie :) Na końcu była drewniana budka. Zaczynało kropić więc zrobiliśmy sobie postój.

Po przejrzeniu mapy stwierdziłem, że można by dojechać do Myszkowa i wrócić pociągiem. Będzie to ciekawsze niż jazda z powrotem tą samą drogą. Zadzwoniłem do kolegi, żeby dowiedzieć się jak kursują pociągi. Ok, jedziemy!

Dojechaliśmy do drogi. W sumie Zawiercie jest tylko jeden przystanek przed Myszkowem, można by tam zdążyć. Szybka kalkulacja na GPSie - damy radę. Akurat trafiła nam się fajna ścieżka rowerowa. Prowadziła przez kilka kilometrów wzdłuż drogi wśród wapiennych skał - piękne widoki. Potem się skończyła i dalej jechaliśmy asfaltem.

Przejechaliśmy przez Żarki, Jaworznik, Kotowice podziwiając widoczki. Szło nam szybciej niż się spodziewałem, więc postanowiliśmy jeszcze rozważyć zahaczenie o Ogrodzieniec. Zadzwoniłem jeszcze raz do kolegi (jeszcze raz dzięki za pomoc:) i spytałem o ostatni pociąg :) Zadzwoniłem jeszcze do ekipy Gronego - byli w Podzamczu. No to jedziemy do nich.

Już nie patrzyłem na mapę tylko zaufałem nawigacji, byle jak najszybciej. Trochę przez to nadrobiliśmy drogi. W Kromołowie mogliśmy pojechać prosto do Podzamcza, jednak Hołek poprowadził nas przez Kiełkowice. Najlepiej jednak zaplanować trasę w domu i wgrać ją do nawigacji. Oczywiście pod warunkiem, że cokolwiek się planuje :)

W każdym razie dojechaliśmy do celu i spotkaliśmy się pod zamkiem. Byliśmy zmęczeni i głodni. W powietrzu unosił się zapach grillowanych kiełbasek. Zaproponowałem, żeby sobie dziabnąc po jednej. Ale Grony zaproponował, żeby lepiej będzie sobie samemu upiec na ognisku. W sumie mieliśmy jeszcze trochę czasu.

Zanim się naszykowaliśmy, kupiliśmy co trzeba zrobiło się późno... Zostało 2 godziny do ostatniego pociągu. A może by tak przenocować? Myślałem o tym od jakiegoś czasu, ale jak przekonać Kamilę? :) Zapytałem, w zasadzie bez nadziei... W odpowiedzi usłyszałem, "dobrze, ale gdzie będziemy spać?". Tutaj problem okazał się większy - weekend majowy, wszystko było zajęte!

Obeszliśmy całe Podzamcze i nic nie było wolnego. Towarzysze niecierpliwie czekali przy sklepie z rowerami. Z ogniska nici, bo musieliśmy już wracać. Ale przy drodze spotkaliśmy dwie tutejsze panie, które prowadziły ciekawe rozmowy na temat sąsiadów. Zapytaliśmy czy wiedzą gdzie można by jeszcze znaleźć jakiś nocleg. Może pani Halinka spod 5? Już pytaliśmy. A pan Mietek ze Szkolnej? Też. A może taka starsza Pani? Ma 2 pokoje do wynajęcia. Zaprowadzę Was...

Pani miała wszystko zajęte... Nie musimy mieć dobrych warunków - byle nam na głowę nie padało... Nawet na strychu... Hm, no mam taki materac na strychu... To super! Ale tam nie ma światła... Mamy lampki od roweru! Ale tam jest chłodno. Mamy koc! Ale tam koty śpią... Kamila kocha koty! No i spaliśmy na strychu, a wcześniej zjedliśmy pyszne kiełbaski z ogniska :)

Rano padało. Trochę się czuliśmy niekomfortowo, bo nie mieliśmy nic na zmianę, a ze środków czystości tylko męski dezodorant i szczoteczkę do zębów, których nie wyjąłem z sakw (sakiew?) z lenistwa... Na szczęście Pani nam zrobiła herbatę i poczęstowała ciastem i przy okazji uraczyła nas opowieścią o całej swojej rodzinie. Podziękowaliśmy za gościnę i ruszylismy na Olkusz.

Dojechaliśmy tam raz-dwa. Prowadzeni nawiagacją przejechaliśmy lokalnymi uliczkami, drogami rowerowymi, chodnikami (!) aż dotarliśmy do szlaku czerwonego. Potem do asfaltu, przez wioski. Niestety droga prowadziła przez ruchliwą drogę 94, która bez wątpienia nie jest przyjazna rowerzystom. Woleliśmy trochę nadrobić i pojechać przez wioski. Skręciliśmy najpierw objazdem w prawo, a potem po powrocie na drogę, w lewo na Ojców.

Droga była przyjemna, choć trochę górzysta. Potem nawigacja zaproponowała drogę niebieskim szlakiem. W zasadzie chcieliśmy szybko dojechać do Krakowa asfaltem, no ale zasadzniczo droga proponowana przez Hołka była OK, więc się skusiliśmy. Jednak okazało się, że jest lekka lipa... Drogi się nie pokrywały z GPSem. Jechaliśmy przez pola i nagle w jego środku każe skręcać w lewo. Prosto w buraki. Szlak też jakoś zniknął. Poza jednym znakiem na początku drogi, więcej już nie było. Więc jechaliśmy przed siebie kamienistą dróżką.

W końcu dotarliśmy do rozgałęzienia. Lewo czy prawo? GPS nie znał w ogóle tych dróg. Do okoła las. No to w lewo. O i nawet jest niebieski szlak rowerowy. Bomba! Zaczęło się lekkie błoto. Zapewniałem, że za chwilke się kończy. No cóż, nie kończyło się, a nawet pogłębiało. Błoto się przerodziło w lepiącą glinę. Dodatkowo nie można się było zatrzymać, bo było pełno robali i właziły po nogach. Całe koła były w błocie. Błoto oblepiło hamulce, przerzutki, łańcuch. Nie dało się roweru prowadzić - koła się zablokowały. Trzeba było rowery nieść. Błoto z roweru znalazło się na spodniach. Buty w błocie po kostki...

Dotrwaliśmy do końca. W tym momencie zobaczyliśmy ludzi spacerujących sobie... drogą w prawo. Suchą i ubitą. No cóż, jednak się okazuje, że załatwianie spraw "na lewo" nie zawsze się opłaca...

Trochę czasu nam zajęło odblokowanie kół poprzez wydłubywanie gliny z hamulców. Wróciliśmy na asfalt i ruszyliśmy w stronę Skały. Nie muszę chyba wspominać, co się działo z błotem z obracających się kół.

Dalsza droga do Krakowa minęła bez problemów. Raczej też nic ciekawego nie było. Tzn. może i było, ale już nam to wisiało. Jedyne czego pragnęliśmy to kąpiel i świeże ubrania. No może jeszcze jakieś piwko. Coś dobrego do jedzenia. Może jakaś słoneczna plaża i takie tam. No i... sprawdziło się. Oczywiście tylko w pewnym stopniu. Myjnia ciśnieniowa. Umyliśmy sobie rowery... a także buty i spodnie.

Dojechaliśmy do centrum. Kupiliśmy bilet na powrót (tu kończy się ślad). W stanie jakim się znajdowaliśmy nie wpuścili by nas do Wierzynka, a w innych knajpach by na nas co najmniej krzywo patrzyli, więc kupiliśmy sobie kebaba, półsłodkie wino obiadowe i pojechaliśmy nad Wisłę...

 

 

Następne Poprzednie
Oś Y
wysokość prędkośćOś X dystans czas

Komentarze

Aby dodać komentarz, należy się zalogować.
Co za historia :D
2011-06-27 15:58:26

KondzikS
Kontakt, sugestie i znalezione błędy proszę wysyłać pod adres | Regulamin