| Dane trasy | |
|---|---|
| Kategoria | Samochód |
| Kraj | Polska |
| Region | Europa |
| Czas trwania | 10 dni 17h |
| Długość | 4569.0 km |
| Wyświetleń | 306 |
| Słowa kluczowe | |
| autostop, Polska, Niemcy, Holandia, Belgia, Francja, Hiszpania | |
| Autor | |
| Miejscowości | |
4343 km Wrocław4439 km Gogolin4491 km Gliwice4523 km Katowice | |
| Pobierz | |
Gdzie by tu pojechać na wakacje? A może by tak zwiedzić całą Europę autostopem? Zawsze nam się marzył Amsterdam, Paryż, Barcelona... W sumie nic nie stoi na przeszkodzie. No to w drogę!
Najgorszy i najbardziej męczący odcinek całej podróży to podróż PKP do Świnoujścia. Akurat jechaliśmy z młodzieżą, która jechała do Kostrzyna. Jakoś przebiedowaliśmy na podłodze i rano już byliśmy na miejscu. Tzn. na starcie :)
Pierwszy stop....
Gdzie by tu pojechać na wakacje? A może by tak zwiedzić całą Europę autostopem? Zawsze nam się marzył Amsterdam, Paryż, Barcelona... W sumie nic nie stoi na przeszkodzie. No to w drogę!
Najgorszy i najbardziej męczący odcinek całej podróży to podróż PKP do Świnoujścia. Akurat jechaliśmy z młodzieżą, która jechała do Kostrzyna. Jakoś przebiedowaliśmy na podłodze i rano już byliśmy na miejscu. Tzn. na starcie :)
Pierwszy stop. Stanęliśmy tuż za granicą Polski. Po około godzinie stania zatrzymała się miła Pani. Zapytała dokąd jedziemy? Do Barcelony. Z uśmiechem przepakowała rzeczy do bagażnika i zabrała nas kilkanaście kilometrów. Po drodze powiedziała nam co warto zobaczyć. Potem kolejni kierowcy brali nas po kilka kilometrów i tak dojechaliśmy do autostrady.
Za radą naszej pierwszej kierowcy (pani-kierowcy, kierownicy, kierowniczki - jak poprawnie nazwać? :) - postanowiliśmy zobaczyć Lubeck. Dlatego nazwę tej miejscowości napisaliśmy na kartce i czekaliśmy... W końcu zabrała nas kolejna miła Niemka, po drodze opowiedziała wiele ciekawych rzeczy na temat swojego kraju.
Do samej miejscowości podwiózł nas ostatni kierowca tego dnia. Ten z kolei opowiedział nam o samej miejscowości - pokazał nam najstarszy szpital na świecie, a także najstarszą restaurację. Miejscowość bardzo ładna i wyjątkowa, a jakoś nigdy wcześniej o niej nie słyszeliśmy...
Tak rozpoczęliśmy naszą przygodę. Pierwszy dzień pełen pozytywnych emocji, bezinteresownej pomocy.
Następnego dnia ruszyliśmy w stronę Hamburga. Przed wjazdem na autostradę zgarnęła nas miła (znów) Japonka do swojego Citroena C1. Miała sporo gratów i malutkie dziecko w foteliku. I jeszcze przepraszała nas, że ciasno. Mimo, że nie jechała do Hamburga, to zjechała z autostrady i podwiozła nas pod sam dworzec. W młodości też podróżowała stopem.
Po krótkim zwiedzaniu wyruszyliśmy w stronę Holandii. Jak się okazało, nie jest łatwo się wydostać z dużego miasta. Najpierw szliśmy pieszo jak najdalej od centrum. Potem staliśmy w różnych miejscach i mało kto się nie zatrzymywał. To był nasz pierwszy wyjazd z większego miasta i jeszcze nie wiedzieliśmy jak się to robi :)
W końcu zatrzymał się młody Niemiec. Co prawda nie jechał daleko, ale zaproponowal nam nocleg. Powiedział tylko, że nie może zostać w domu na noc i zostawił nam klucze. Rano zastaliśmy w kuchni świeże pieczywo i karteczkę, żebyśmy zostawili klucze w drzwiach... Takiej gościnności się nie spodziewaliśmy :)
Następnego dnia ruszyliśmy autostradą w stronę Holandii. Większość drogi przejechaliśmy starym VW transporterem, który miał z tyłu łóżko zamiast siedzeń :) Niestety wysiedliśmy o jedną stację benzynową za późno, minąwszy zjazd na Amsterdam. Jazda autostradą ma to do siebie, że jedzie się szybko, ale jak ktoś jedzie w innym kierunku to może się zrobić pasztet - o czym mieliśmy się przekonać nie jeden raz.
Kierowca z VW wysiadł z nami na stacji i zastanawiał się jak nam pomóc. Zobaczyłem TIRa z polską rejestracją. Zapytaliśmy nieśmiało czy nie wiedzą jakby tu najlepiej wrócić do trasy. Efekt przerósł nasze oczekiwania. Kierowcy zaraz się zebrali, zaczęli nawoływać przez CB, aż w końcu zorganizowali nam transport do miejsca, gdzie łatwo coś złapiemy.
Zaczął padać deszcz i jak się okazało nie było tak łatwo. Ale w końcu się udało, i koło godziny 23 zawitaliśmy w Holandii. Pierwsza noc na parkingu dla TIRów. Potem z samego rana ruszyliśmy na Amsterdam. Podrzucił nas sympatyczny Holender - oczywiście przy okazji opowiedział wiele ciekawych rzeczy o swoim kraju i co warto zobaczyć w Amsterdamie.
Wspaniałe miasto, niesamowity klimat! Podobało mi się najbardziej z całej wyprawy. Spędziliśmy cały dzień jeżdżąc na rowerze wąskimi uliczkami, spacerując wśród kanałów i starych budynków, odwiedziliśmy coffeshop, ulicę czerwonych latarni, poszliśmy na uliczną imprezę...
Następnego dnia jeszcze krótki spacer po mieście i dalej w drogę. Belgię minęliśmy szybko, udało nam się tylko o niej trochę posłuchać od kierowców. Niestety okazało się, że podróż idzie nam trochę wolniej niż się spodziewalem, więc musieliśmy dokonywać wyborów. Z Belgii wywiózł nas polski kierowca TIR'a. Takim sposobem dojechaliśmy pod sam Paryż razem z dwudziestoma tonami mrożonego kurczaka.
We Francji obowiązkowo bagietka z masłem i wino. Nocleg na parkingu i z samego rana ruszyliśmy w stronę Paryża. Ogromne miasto. Na początku niezbyt mnie zachwyciło. Bajkowe uliczki z mojej wyobraźni okazały się zwykłe, asfaltowe, brudne, śmierdzące i zatłoczone. Spodziewałem się czegoś jak w Krakowie ul. Grodzka czy Floriańska - wyłożona kostką, zamknięta dla ruchu.
Dodatkowo był straszny upał, a my targaliśmy ciężkie plecaki. Postanowiliśmy zaszaleć i wynajęliśmy sobie pokój w hotelu blisko centrum. Odświeżyliśmy się, wypraliśmy rzeczy i zrobilśmy podejście do Paryża numer 2. Okazało, że Paryż rzeczywiście jest pięknym miastem. Choć jednak, Amsterdam bardziej przypadł mi do gustu :)
Następnego dnia wyruszylismy do znajomego do Clermont-Ferrand. Nasz kierowca jechał na południe, ale trochę inną drogą. Spojrzał na mapę i powiedział, że może nas w sumie zabrać i pojedzie tym razem inaczej niż zwykle. Tyle, że pomylił drogę i pojechał po staremu. W końcu się zorientował i zawrócił. Stąd ta spora pętla w okolicy Tours. Było nam strasznie głupio, że z naszego powodu nadrobił tyle kiloemtrów. Proponowaliśmy zwrot części kosztów, które przez nas poniósł - oczywiście odmówił. Na pożegnanie powiedział: "No problem, welcome in France".
W Clermont-Ferrand spotkaliśmy się z Lechem, Lesją i Radkiem. Zwiedziliśmy tą przemiłą, klimatyczną miejscowość pełną wąskich kamiennych uliczek, jakich mi brakowało w Paryżu. Dodatkowo ogromne wrażenie robi czarna katedra zbudowana z kamienia wulkanicznego. Następnego dnia razem ruszyliśmy do Hiszpani.
Tam było już tylko błogie lenistwo :) 2 dni na wybrzeżu Costa Brava, a potem sami już stopem do Barcelony. Zatrzymaliśmy się na polu namiotowym przy samym morzu. Tak nam się tam spodobało, że woleliśmy posiedzieć na plaży niż zwiedzać centrum Barcelony w takim upale. Czasami nawet zatęskniliśmy za polskim deszczem ;-)
Po kilku dniach trzeba się było wracać. Nie wiedzielśmy ile zajmie nam podróż z powrotem, a urlop zbliżal się ku końcowi. W końcu udało się dotrzeć w 3,5 dnia słuchając opowieści mieszkańca Gwadelupy, miłej hiszpanki, polskich kierowców TIR'a oraz skinheada. Ten ostatni także nadrobił dla nas drogi i podwiózł nas na dworzec.
Podsumowując - wspaniała podróż z mnóstwem pozytywnych emocji od przypadkowo poznanych ludzi. Każdy z nich miał coś ciekawego do powiedzenia, nawet jak nie mówiliśmy w tym samym języku. Autostop, daje to, czego nie da żadne biuro podróży.

































































| wysokość prędkość | Oś X | dystans czas |