Trasy GPS
Logowanie | Rejestracja
Dodano: 19 września 2011 00:52
Dane trasy
KategoriaSamochód
KrajPolska
RegionEuropa
Czas trwania10 dni 17h
Długość4569.0 km
Wyświetleń306
Słowa kluczowe
autostop, Polska, Niemcy, Holandia, Belgia, Francja, Hiszpania
Autor
Avatar
Kiniu
Miejscowości
4343 km
Wrocław
4439 km
Gogolin
4491 km
Gliwice
4523 km
Katowice
Pobierz
Aby pobrać trasę należy się zalogować.

Do Barcelony Autostopem

Gdzie by tu pojechać na wakacje? A może by tak zwiedzić całą Europę autostopem? Zawsze nam się marzył Amsterdam, Paryż, Barcelona... W sumie nic nie stoi na przeszkodzie. No to w drogę!

Najgorszy i najbardziej męczący odcinek całej podróży to podróż PKP do Świnoujścia. Akurat jechaliśmy z młodzieżą, która jechała do Kostrzyna. Jakoś przebiedowaliśmy na podłodze i rano już byliśmy na miejscu. Tzn. na starcie :)

Pierwszy stop....

Gdzie by tu pojechać na wakacje? A może by tak zwiedzić całą Europę autostopem? Zawsze nam się marzył Amsterdam, Paryż, Barcelona... W sumie nic nie stoi na przeszkodzie. No to w drogę!

Najgorszy i najbardziej męczący odcinek całej podróży to podróż PKP do Świnoujścia. Akurat jechaliśmy z młodzieżą, która jechała do Kostrzyna. Jakoś przebiedowaliśmy na podłodze i rano już byliśmy na miejscu. Tzn. na starcie :)

Pierwszy stop. Stanęliśmy tuż za granicą Polski. Po około godzinie stania zatrzymała się miła Pani. Zapytała dokąd jedziemy? Do Barcelony. Z uśmiechem przepakowała rzeczy do bagażnika i zabrała nas kilkanaście kilometrów. Po drodze powiedziała nam co warto zobaczyć. Potem kolejni kierowcy brali nas po kilka kilometrów i tak dojechaliśmy do autostrady.

Za radą naszej pierwszej kierowcy (pani-kierowcy, kierownicy, kierowniczki - jak poprawnie nazwać? :) - postanowiliśmy zobaczyć Lubeck. Dlatego nazwę tej miejscowości napisaliśmy na kartce i czekaliśmy... W końcu zabrała nas kolejna miła Niemka, po drodze opowiedziała wiele ciekawych rzeczy na temat swojego kraju.

Do samej miejscowości podwiózł nas ostatni kierowca tego dnia. Ten z kolei opowiedział nam o samej miejscowości - pokazał nam najstarszy szpital na świecie, a także najstarszą restaurację. Miejscowość bardzo ładna i wyjątkowa, a jakoś nigdy wcześniej o niej nie słyszeliśmy...

Tak rozpoczęliśmy naszą przygodę. Pierwszy dzień pełen pozytywnych emocji, bezinteresownej pomocy.

Następnego dnia ruszyliśmy w stronę Hamburga. Przed wjazdem na autostradę zgarnęła nas miła (znów) Japonka do swojego Citroena C1. Miała sporo gratów i malutkie dziecko w foteliku. I jeszcze przepraszała nas, że ciasno. Mimo, że nie jechała do Hamburga, to zjechała z autostrady i podwiozła nas pod sam dworzec. W młodości też podróżowała stopem.

Po krótkim zwiedzaniu wyruszyliśmy w stronę Holandii. Jak się okazało, nie jest łatwo się wydostać z dużego miasta. Najpierw szliśmy pieszo jak najdalej od centrum. Potem staliśmy w różnych miejscach i mało kto się nie zatrzymywał. To był nasz pierwszy wyjazd z większego miasta i jeszcze nie wiedzieliśmy jak się to robi :)

W końcu zatrzymał się młody Niemiec. Co prawda nie jechał daleko, ale zaproponowal nam nocleg. Powiedział tylko, że nie może zostać w domu na noc i zostawił nam klucze. Rano zastaliśmy w kuchni świeże pieczywo i karteczkę, żebyśmy zostawili klucze w drzwiach... Takiej gościnności się nie spodziewaliśmy :)

Następnego dnia ruszyliśmy autostradą w stronę Holandii. Większość drogi przejechaliśmy starym VW transporterem, który miał z tyłu łóżko zamiast siedzeń :) Niestety wysiedliśmy o jedną stację benzynową za późno, minąwszy zjazd na Amsterdam. Jazda autostradą ma to do siebie, że jedzie się szybko, ale jak ktoś jedzie w innym kierunku to może się zrobić pasztet - o czym mieliśmy się przekonać nie jeden raz.

Kierowca z VW wysiadł z nami na stacji i zastanawiał się jak nam pomóc. Zobaczyłem TIRa z polską rejestracją. Zapytaliśmy nieśmiało czy nie wiedzą jakby tu najlepiej wrócić do trasy. Efekt przerósł nasze oczekiwania. Kierowcy zaraz się zebrali, zaczęli nawoływać przez CB, aż w końcu zorganizowali nam transport do miejsca, gdzie łatwo coś złapiemy.

Zaczął padać deszcz i jak się okazało nie było tak łatwo. Ale w końcu się udało, i koło godziny 23 zawitaliśmy w Holandii. Pierwsza noc na parkingu dla TIRów. Potem z samego rana ruszyliśmy na Amsterdam. Podrzucił nas sympatyczny Holender - oczywiście przy okazji opowiedział wiele ciekawych rzeczy o swoim kraju i co warto zobaczyć w Amsterdamie.

Wspaniałe miasto, niesamowity klimat! Podobało mi się najbardziej z całej wyprawy. Spędziliśmy cały dzień jeżdżąc na rowerze wąskimi uliczkami, spacerując wśród kanałów i starych budynków, odwiedziliśmy coffeshop, ulicę czerwonych latarni, poszliśmy na uliczną imprezę...

Następnego dnia jeszcze krótki spacer po mieście i dalej w drogę. Belgię minęliśmy szybko, udało nam się tylko o niej trochę posłuchać od kierowców. Niestety okazało się, że podróż idzie nam trochę wolniej niż się spodziewalem, więc musieliśmy dokonywać wyborów. Z Belgii wywiózł nas polski kierowca TIR'a. Takim sposobem dojechaliśmy pod sam Paryż razem z dwudziestoma tonami mrożonego kurczaka.

We Francji obowiązkowo bagietka z masłem i wino. Nocleg na parkingu i z samego rana ruszyliśmy w stronę Paryża. Ogromne miasto. Na początku niezbyt mnie zachwyciło. Bajkowe uliczki z mojej wyobraźni okazały się zwykłe, asfaltowe, brudne, śmierdzące i zatłoczone. Spodziewałem się czegoś jak w Krakowie ul. Grodzka czy Floriańska - wyłożona kostką, zamknięta dla ruchu.

Dodatkowo był straszny upał, a my targaliśmy ciężkie plecaki. Postanowiliśmy zaszaleć i wynajęliśmy sobie pokój w hotelu blisko centrum. Odświeżyliśmy się, wypraliśmy rzeczy i zrobilśmy podejście do Paryża numer 2. Okazało, że Paryż rzeczywiście jest pięknym miastem. Choć jednak, Amsterdam bardziej przypadł mi do gustu :)

Następnego dnia wyruszylismy do znajomego do Clermont-Ferrand. Nasz kierowca jechał na południe, ale trochę inną drogą. Spojrzał na mapę i powiedział, że może nas w sumie zabrać i pojedzie tym razem inaczej niż zwykle. Tyle, że pomylił drogę i pojechał po staremu. W końcu się zorientował i zawrócił. Stąd ta spora pętla w okolicy Tours. Było nam strasznie głupio, że z naszego powodu nadrobił tyle kiloemtrów. Proponowaliśmy zwrot części kosztów, które przez nas poniósł - oczywiście odmówił. Na pożegnanie powiedział: "No problem, welcome in France".

W Clermont-Ferrand spotkaliśmy się z Lechem, Lesją i Radkiem. Zwiedziliśmy tą przemiłą, klimatyczną miejscowość pełną wąskich kamiennych uliczek, jakich mi brakowało w Paryżu. Dodatkowo ogromne wrażenie robi czarna katedra zbudowana z kamienia wulkanicznego. Następnego dnia razem ruszyliśmy do Hiszpani.

Tam było już tylko błogie lenistwo :) 2 dni na wybrzeżu Costa Brava, a potem sami już stopem do Barcelony. Zatrzymaliśmy się na polu namiotowym przy samym morzu. Tak nam się tam spodobało, że woleliśmy posiedzieć na plaży niż zwiedzać centrum Barcelony w takim upale. Czasami nawet zatęskniliśmy za polskim deszczem ;-)

Po kilku dniach trzeba się było wracać. Nie wiedzielśmy ile zajmie nam podróż z powrotem, a urlop zbliżal się ku końcowi. W końcu udało się dotrzeć w 3,5 dnia słuchając opowieści mieszkańca Gwadelupy, miłej hiszpanki, polskich kierowców TIR'a oraz skinheada. Ten ostatni także nadrobił dla nas drogi i podwiózł nas na dworzec.

Podsumowując - wspaniała podróż z mnóstwem pozytywnych emocji od przypadkowo poznanych ludzi. Każdy z nich miał coś ciekawego do powiedzenia, nawet jak nie mówiliśmy w tym samym języku. Autostop, daje to, czego nie da żadne biuro podróży.

Następne Poprzednie
Oś Y
wysokość prędkośćOś X dystans czas

Komentarze

Aby dodać komentarz, należy się zalogować.
Brawo! Gratuluję wyprawy autostopem przez całą Europę. Byłem w Barcelonie 2 lata temu i uważam ją za jedno z piękniejszych miast. Czekam na fotki i opis
2011-09-22 09:40:22

Gostbiker
Kontakt, sugestie i znalezione błędy proszę wysyłać pod adres | Regulamin